I.
w majową niedzielę pod wielkim kościołem
szemrani żebracy tłuką się z mozołem
przy spiżowej bramie starym wspartym murem
rwą odzienie wierzchnie etylowe żule

w środku tłum natchniony spija dźwięk celebry
nieświadom tej wojny o miejsce na żebry
po chwili silniejszy już klęka na kamień
kamień złotonośny... przy samiutkiej bramie

II.
a świętym posągom oczy dziwnie mokną
kiedy na to patrzą przez gotyckie okno
kamienieją twarze od tego patrzenia
wszak mijają wieki, a nic się nie zmienia

wreszcie ludzie idą, miny mają różne
odwracają oczy, rzucają jałmużnę
czy serce jak wulkan, czy już zimny kamień
rzucają miedziaki... pierwszemu przy bramie

III.
rzucają pieniążek i jest jakby lepiej
trochę jak przy kasie w ekskluzywnym sklepie
żebrak zaś skulony, jeszcze pod narkozą
szczerze zadziwiony przedziwną symbiozą

duch znaczy spiritus, ten z kolei wódkę
myśli nasze piękne, za to życie krótkie
mądry oddał grosik, biedny się zatacza
wszyscy mają ubaw, a ja znowu... kaca

IV.
w majową niedzielę pod wielkim kościołem
szemrani żebracy tłuką się z mozołem
przy spiżowej bramie starym wspartym murem
rwą odzienie wierzchnie etylowe żule

Więc tak sobie myślę: każdy jest potrzebny
ten co grosik rzuca i ten co na żebry
schodzi na plan dalszy kanwa i etyka
w chwili kiedy słowo zmienia się w... grosika