zabić mnie można wiele razy
a każdy jest śmiertelny żywy
hordy nietoperzowe niebo snują
ich nagich skrzydeł cień zamyka
ostatni księżycowy promień
małymi pazurkami straszą
blade dziewczynki
cisną usta
misiem się broniąc dzielnym czasem
w przepastnych toniach ginie obraz
gasną obłoki i powietrza
nie patrzę, znam to już na pamięć
zaraz zabraknie mi powietrza
zaraz się skończy uderzenie
zaraz upadnę twarzą w ziemię
zaraz nastanie błoga cisza
spokój i ciepły chłód księżyca
dziewczynki wreszcie zasną ciche
misie uporządkują futro stare
wyjdą nornice i słowiki
zatętni wkoło bulwar traw
jezioro uśnie kaczeńcami
źródło zatętni
słońce wstanie
kochać się będą ludzie wkoło
jakie to wszystko jasne
proste
jakie to wszystko, kurczę,
wkoło
po naszych snach zbudują drogę
przejadą nią tramwaje gibkie
ktoś kogoś znowu dotknie twarzą
efemerydy węzłem luny
łudzić znów będą jak dziewanny
wszystko znów wróci
wszystko zacznie
żyć na zdeptanej
twarzy