Miałem błękitny rowerek
co woził mnie ponad pół życia
radości dawał tak wiele
i nie miał nic do ukrycia
najmniejszą znałem w nim śrubkę
i rozumiałem skrzypienie
taki błękitny rowerek
no mówię Wam, czyste marzenie

Miałem błękitny rowerek
przez wiosen trzydzieści jeden
służył mi wiernie czuwając
bym z drogi nie skręcił gdzieś w biedę
a kiedy ścieżka bywała
złośliwa, błotnista i śliska
w zaciszu pieściłem mu smarem
skrzypiące, stare łożyska

Miałem błękitny rowerek
myślałem, że zawsze tak będzie
lecz którejś nocy styczniowej
szedł złodziej po swojej kolędzie
pod drzwiami moimi się zjawił
nie mówił by dać mu co łaska
lecz porwał błękitny rowerek
bajkowy jakby z obrazka

Miałem błękitny rowerek
od nierealnej młodości
wspominam szum wiatru we włosach
i chwile najprostszych radości
więc pomyśl przez chwilę złodzieju
i nie idź na zatracenie
oddaj mój stary rowerek
to moje błękitne marzenie...

[Po utracie kolejnego rowerka byłem zmuszony dopisac pointę]

Miałem błękitny rowerek
chwalony w tej pieśni krótkiej
co złodziej go rąbnął na kacu
gdy zbrakło mu dyszki na wódkę
a życie scenariusz bez przerwy
smaruje swój jakże podstępny
bo znów na wódkę mu zbrakło
więc przyszedł i ukradł następny!